01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
Inaczej to wszystko sobie wyobrażała. W cieplejszych kolorach, w łagodniejszych myślach. A przecież było to takie realne, praktycznie namacalne. Piękne, słodkie oszustwo.
Teraz chciałaby tylko rzucić wszystko. Ot tak, bez pożegnania odejść. Zapomnieć o dawnym, nie przejmować się. Bo i po co? Czemu nie? Wiele osób tak robi. Wiele osób to potrafi. Przecież nie udało się. Upadło, zabiło się. I nie wstaje.
Nie potrafisz.
Ona nie chce już pouczania. Ona nie chce już gróźb. Nie pozwoli się zmienić takimi sposobami. Nigdy.
//05 czerwca 2005
powiedz :7:
...

To musiało nastąpić prędzej czy później. Logiczny ciąg wypadkowy. Można udawać, że coś takiego nie istnieje, nie ma tego, zostało urojone. Można.
Konserwatystka. Nie lubię zmian stanu rzeczy wokół mnie. Nie widzę się w nich. Są złem koniecznym, na które nie godzę się, ale godzą się inni. Godzą się odbierając moje podstawowe prawa do siebie. Dobrze, niech i tak będzie. Niech idzie w ruch.
Ten stan jest stanem dziwnym. Pewną stagnacją, niezrozumieniem reguł wymyślonych przez siebie samą. Reguł, które zmieniały się zbyt często, zbyt szybko. I zepsuły, a miały naprawiać. Udoskonalać. Naprowadzać. W pewnym sensie spełniły swoją rolę. Nawet za dobrze, bo przerzuciły na drugą stronę świadomości wywracając światopogląd do góry nogami w ciągu trzech chwil pięć razy.
Dlatego teraz zamiast jeden jest jeden plus, jeden minus i jeden daleko. I nigdy nie będzie się równało trzy czy chociażby dwa.
//12 czerwca 2005
powiedz :6:
...

Można się obwiniać, można zwalać na wszystko i na siebie. Można obiecywać, napawać się milionem marzeń ku własnej potrzebie masochizmu umysłowego. Można wiele. Zbyt wiele jak na całość, a nie wypada z ułamkiem.
To tylko naiwne hasła, naiwna wiara i chęci ściągnięte wprost z innego świata. Tylko wątpliwości, cholerne wątpliwości podsycane rzeczywistością są stuprocentowo prawdziwe. Czuję, że wiem i wiem co czuję.
I nie chcę tego poczucia. Bierny obserwator meczu trzech drużyn. Jedna wygrała faulem, druga podstępem, a trzecia przekupiła sędziego.
A teraz śpij i przestań myśleć.
//13 czerwca 2005
powiedz :8:
...

Słowa wypowiedziane tak cicho, aby nawet własny umysł nie usłyszał. Dla przekory? Dla pewności. A uczucia? Stworzone w myślach, wycięte i wklejone do słów duszy.
Czyli to się dzieje tak po prostu? Z dnia na dzień? Z chwili na chwilę? Takie proste? Wzbudza nieufność. Wzbudza czujność. Większą, dziwniejszą. Bardziej ślepą. Nienawistnie zakochaną w sobie. To przez ciebie, przez perfidne ego. Nie gryzie cię sumienie, nie masz go. Jedynie takie urojone w moich oczach.
Powiem ci to. Powiem, bo jeszcze tego nie wiesz. Powiem, chociaż wiem, że i tak nie zrozumiesz. Nie dziś.
//17 czerwca 2005
powiedz :5:
...

Po raz kolejny. Bezczelnie. Bez cienia czegokolwiek. Po prostu. Z wyglądu rzeczy. Bez dogłębnego obrazu ego.
Nie można mówić, że to tam jest, jeśli nie ma. Cokolwiek chcesz sobie wmówić to tylko wymysł. Osobisty i piękny, ale wymysł. Zapomnij, przecież chcesz. Prawda?
Nie wyrywaj już sobie skrzydeł, nie warto. I tak zostały oskubane z piór. Wzleć na nich, wzleć. Nie daj się zabić na dole.
Wzleć. Nawet jeśli zakończy się to śmiertelnym upadkiem- będzie warto.
Przecież to tylko abstrakcja rzeczywista.
//21 czerwca 2005
powiedz :5:
...

Muszę uciec. Schować się, ukryć gdzieś, daleko przed szeptami. Gdzie, gdzie? Gdzie jest to miejsce?
Było takich kilka. Każde otwarte z pięknymi szyldami reklamowymi. Za uśmiech. Za siebie. Za oddanie?
Zostały zamknięte kiedy stały się potrzebne. Nagle zabrakło miejsc wolnych, zarezerwowanych słowem. Nie oddano składek, odesłano do działu reklamacji, w którym znaleźć można tylko kartkę z wypisanym długopisem. Obok leży zapisanych takich kartek milion, porozrzucanych przez samą siebie, zapisanych własnym długopisem.
Czas spać? Nie, dziękuję. Znów obudzą mnie sny. Sny zbyt wymagające. Sny, których nie wyśnisz za jednym razem.
Musisz się obudzić i odpocząć przed dalszym ciągiem.
//24 czerwca 2005
powiedz :10:
...

Nie pozwól. Nie pozwól.
Daj mi trochę ciepła. Nie z ciała. Z siebie. Utul do snu, podziel go ze mną. Raz, jeśli zechcesz. Nie chcesz; też dobrze. Najpierw jednak musisz zaistnieć. Tak byłoby chyba lepiej. Odległość myśli od innych myśli. Jednej osoby. Zbyt duża granica widzialnej iluzji.
Na co wam ta miłość? Przestańcie już, to męczy. Ile można? Nie doszukujcie się tego banalnego uczucia w każdym słowie, wszelkim geście, nawet tym wulgarnym. Najpierw było zabawnie, teraz to tylko podrygi. Aby być kimś? Pokazać się? Nie rozumiem.
Na co komu miłość jeśli brak jest...
Nie pozwól. Nie.
//29 czerwca 2005
powiedz :4:
...


(nie dla firefoxa, przykro mi)
brushe I II III; Catty ;*
©2005-2007 Zellas